wtorek, 17 października 2017

Ostatnie dni promocji -55% i -49% w Rossmannie i ponadgryzane szminki?



Już ostatnie dni popularnej promocji w Rossmannie. Naczytałam się co nieco o sytuacjach mających miejsce w ciągu tych kilku dni obniżki na artykuły do makijażu. Najbardziej zastanawia mnie myślenie osób, które nadgryzają szminki, żeby przemycić je na zewnątrz drogerii. Nie dość, że szminki są teraz o połowę tańsze to i tak znajdą się okazy mało zczłowieczałych małp, które w buzi wyniosą pomadkę i co? Wypluje taka jedna z drugą ten rozmemłany produkt i będzie się nim malować? 

Ja coś podobnego widziałam podczas biedronkowego szału na te zielone i niebieskie pomadki zmieniające kolor na ustach. Widywałam w biedrze sztyfty bez wkładu w środku, ktoś sobie ułamał i zabrał. 


Do mnie uśmiechnęło się odrobinę szczęścia, jakoś na początu promocji miałam dzień załatwiania spraw na mieście i skoczyłam do Rossmanna o dość wczesnej porze pomiędzy pobytem w urzędzie a czymś tam. Nie było jeszcze takiej tragedii jaka pewnie miała miejsce parę godzin później. Chociaż nie powiem, żeby robienie wtedy zaupów było nader przyjemne. Żeby dostać się do półki trzeba było się nagimnastykować. Kupiłam parę rzeczy, niestety nie dostając wszystkiego co bym chciała. Brakowało tych produktów na półkach, ale co tam! Nie zbiednieję omijając tych kilka pozycji z mojej listy życzeń.



Puder ryżowy white chocolate od Lovely
Czytałam niepochlebne opinie na temat tego kosmetyku, ale on tak ślicznie wygląda i tak smakowicie pachnie, że przetestuję co tam i jak tam z tą imitacją białej czekolady.

Brokatowe cienie Shine Baby od Lovely
Jeszcze nie miałam cieni, które by były aż tak połyskujące. Już nawet rozpoczęłam sprawdzanie tego produktu i przyznam, że fajnie się prezentują na powiece. Podoba mi się efekt jaki można nimi uzyskać, ale więcej na ten temat innym razem.


Tusz do rzęs, False Lash Effect Mascara od Max Factor
Tego tuszu używałam poprzednio i bardzo się z nim polubiłam. Ładnie podkreśla rzęsy, nie obsypuje się i nie robi grudek.

Wodoodporny tusz, The Collosal Big Shot Mascara od Maybelline
Na dolne rzęsy wole coś wodoodpornego i już wcześniej bardzo dobrze sprawdził mi się brat Big Shota, czyli Lash Sensational. Postanowiłam wypróbować coś nowego, ale jednak coś co jest tej marki, która przypasowała mi pod względem tuszy do rzęs. W dodatku to opakowanie do złudzenia przypomina opakowanie Sensationala, więc produkt pewnie będzie bardzo podobny, może ulepszony. 

Bezbarwny żel do brwi, Eyebrow fixer od Wibo
Ten produkt jest mi bardzo dobrze znany, akurat kończę poprzednie opakowanie i moja opinia jest zdecydowanie na plus.

Matowa pomadka, Extra Lasting od Lovely 
Wyprówałam ją jak tylko wróciłam z zakupów. Fajnie wygląda zarówno kolor, jak i matowe wykończenie prezentuje się bardzo estetycznie. Niestety dość mocno czuć tą pomadkę na ustach. Jest jedną z tych matowych pomadek, które sprawiają, że usta czują się jak dupa w zbyt ciasnych jeansach.

Biały eyeliner, Color Pop od Lovely
To coś mocno szalonego. Skusiłam się na niego chyba tylko dlatego, że idzie Halloween i może będę chciała znowu wykombinować dla was jakiś okazjonalny makijaż. Rok temu miałam deficyt kosmetyków, którymi mogłam coś stworzyć, więc jak mogłam się nie skusić i za chyba niecałe 3 złote nie kupić linera. 


Fixing powder od Wibo
Można znaleźć wielu zwolenników tego produktu, obym dołączyła do ich grona!

Pomada do brwi, Eyebrow Pomade od Wibo
Robiąc zakupy w tym haosie niestety wzięłam za ciemny kolor - black brown. Nie to, że nie spojrzałam na napis, spojrzałam. Niestety jak zobaczyłam, że to jakiś tam ciemny brown to pomyślałam, że to ten co planowałam kupić. Niestety to nie żadnen brown, tylko czysta czerń! Po co napisali w nazwie coś o brązie skoro nie ma w tym krzty prawdy, a tylko zmyliło mnie podczas tych niekomfortowych zakupów, podczas których myślałam głównie o wyjściu jak najszybciej z drogerii i o pozostawieniu w tyle tych wszystkich napaleńców stojących przy półkach i nie dających dojść do produktów. Zastanawiałam się czy nie wymienić na tą o ton jaśniejszą, ale dałam sobie spokój. Pewnie wszędzie są braki na stanie. Z związku z tym przygotuję coś dla was w najbliższym czasie. Zrobię posta o tym jak rozjaśnić pomadę do brwi!



Któryś z najbliższych postów będzie dotyczył właśnie rozjaśniania pomady do brwi. To może być bardzo przydatny wpis, bo zauważyłam, że sporo osób boryka się z problemem jakim jest zakup zbyt ciemnego produktu. 


Będę też na bieżąco zdawać relacje na temat moich nowych zdobyczy. Planuję też porównanie kilku pudrów matujących, gdzie pojawią się głównie pudry ryżowe!





A wam udało się kupić na tej promocji coś fajnego??







____________________

Kilka rzeczy widocznych w moim poście:

Grzywka clip in:

Tak, to doczepka, nie ściełam grzywki!



Kolczyki rose gold:




Pędzel do podkładu rybka:




Łańcuszek z przepiękną zawieszką:








ZACHĘCAM DO PRZECZYTANIA CAŁEGO ARTYKUŁU

piątek, 6 października 2017

Być jak Disneyowska księżniczka, wróć! Jak Disneyowska wiedźma.


Nie wiem jak wy, ale ja lubię oglądać przeróbki obrazków z Disneyowskich bajek. Pojawiają się tam znane nam postacie w sceneriach odnoszących się do dzisiejszych realiów. Przykładowo wytatuowana Arielka w koszulce z nadrukiem whisky. Mam nawet case na telefon z tym motywem, jak przystało na fankę przeróbek Disneya! 




To akurat jest pozytywnie przerobiona postać. Tatuaże, możliwość wyrażania siebie wyglądem - te elementy przemawiają za tym, że dzisiejsze czasy zmieniają się na plus. A co z księżniczkami, które przedstawia się w odrażający sposób? Siedzące ze zmartwieniem przy stole nad kieliszkiem alkoholu, wciągające kokainę, wyglądające jak prostytutki, inne natomiast zmagające się z pokaźnym nadmiarem kilogramów. Nie jestem pewna czy to aby na pewno mocno przerysowana rzeczywistość. Najgorsze, że chyba sporo w tym prawdy i mimo, że lubię oglądać takie prace graficzne to jednak dają one do myślenia i przerażają. Zwłaszcza jak ktoś ma bujną wyobraźnie lubiącą skłaniać się ku pesymistycznym wizjom. Aż chce się analizować ile takich zepsutych książniczek jest wśród nas. Z tym, że dzisiejszym księżniczkom bliżej już do wiedźm przedstawianych w bajkach.  


I tak tematycznie pokażę wam jedną z moich aktualnie ulubionych bluz, właśnie z bajkowymi wiedźmami! Jak już jest taki temat i mam tu taką sposobność to muszę wam tutaj wrzucić pokazówkę bluzy, mega ją lubię!







_________________

Podsyłam linki do kilku rzeczy, które można było zobaczyć w moim poście.
Links to items that you see in my post.


Czapka z daszkiem
Cap



Kolczyki
Earrings



Poduszka w stylu tych moich, mam nadzieję, że będzie dostępna jak będę składać kolejne zamówienie, żeby mogła zasilić szereg moich podusi
A pillow similar to my pillows, I want it on another order from this site



Naszyjnik, choker, bullet
Necklace, choker, bullet






ZACHĘCAM DO PRZECZYTANIA CAŁEGO ARTYKUŁU

Pora omówić mój nałóg!


Mój nałóg towarzyszy mi już od długiego czasu, początkowo nie wiedziałam, że ma on swoją nazwę. Robiłam tak bez większego namysłu, dopiero stosunkowo niedawno mój luby powiedział, że takie zachowanie ma swoją nazwę. Jest to tsundoku. Japońskie słowo tsundoku pochodzi od "tsunde-oku", co oznacza odkładanie czegoś na później i "dokusho" odnoszące się do czytania książek. Dotyczy nałogowego kupowania książek i nie czytania ich, odkładanie przeczytania ich na później.



Gdy widzę książkę, która w jakimś stopniu mnie interesuje, odczuwam nieodpartą chęć kupienia jej nawet wiedząc, że w kolejce do przeczytania zalega mi już stosik innych tytułów. Niektóre z nich zaczynałam czytać i gdy robiłam sobie dłuższą przerwę gdzieś w trakcie książki, to już ciężko było mi do niej wrócić. Im dłuższa przerwa, tym coraz ciężej było ponownie po nią sięgnąć i powrócić do lektury. Tym sposobem mam stosik książek nie dokończonych, ale i stosik takich, których jeszcze nawet nie zaczęłam czytać. 


Od jakiegoś czasu zastanawiam się po kilka razy zanim kupię nową, pachnącą świeżym papierem książkę. Jak ciężko czasem odłożyć spowrotem na sklepową półkę coś, co tak bardzo chce się mieć! 

Dobrze, że nałogowe kupowanie książek jest dość nieszkodliwe, jedyne co tracę to miejsce na regale i pieniądze, ale tych drugich nie za wiele, bo często kupuję fajne książki po niskich cenach. Instynkt łowcy okazji! 

Pst...te kilka książek, które widać na zdjęciach to oczywiście nie jest cała kolekcja moich zaległości. Mam nadzieję, że kiedyś nadrobię wszystkie zalegające tytuły i zacznę na bieżąco czytać to co kupię. 




_____________________
Tak swoją drogą ciekawe jaki nałóg przyszedł wam do głowy jako pierwszy po zobaczeniu tutyłu mojego posta, jak ktoś wchodził tu w nadziei, że przeczyta o jakimś innym niż tsundoku to piszcie swoją myśl towarzyszącą wam przy klikaniu w posta🔎



_____________________

Puchate kapcioszki widoczne na zdjęciach
Fluffy slippers visible in my pictures



ZACHĘCAM DO PRZECZYTANIA CAŁEGO ARTYKUŁU

środa, 4 października 2017

Demakijaż naturalnym olejkiem i ściereczką bambusową



Ciąg dalszy paczki od Kontigo. Ostatnio było o makijażu kosmetykami Moia, a dzisiaj demakijaż razem z Biolove. Otrzymałam olejek do cery mieszanej i normalnej, czyli akurat coś dopasowane do moich potrzeb. Z tej samej serii jest jeszcze olejek dla osób o skórze suchej, więc każdy znajdzie coś dla siebie. Produkt ma bardzo przyjemny, delikatny zapach. Z łatwością rozprowadza się na skórze i wiadomo, jego konsystencja jest tłusta. Po zaaplikowaniu olejku na całą powierzchnię twarzy, należy go delikatnie wmasować. Dopełnieniem demakijażu metodą OCM, czyli Oil Cleansing Method jest ściereczka bambusowa. Po wmasowaniu olejku w skórę wystarczy zwilżyć ściereczkę ciepłą wodą i przy jej pomocy zmyć oleistą substancję wraz z makijażem. 


Uwielbiam robić demaijaż olejkami, jednakże dotychczas robiłam to bez pomocy specjalnej ściereczki. Myślę, że warto było wypróbować ten produkt. Demakijaż staje  się zdecydowanie bardziej komfortowy jeśli wycieramy olejek ściereczką zamiast opłukiwać go wodą i wycierać resztki wacikami, które mają małą powierzchnię i nie są tak fajnie w użyciu jak bambusowy wytwór w postaci ściereczki. 



Ściereczka bambusowa dodatkowo działa antybateryjnie, co jest bardzo porządane w pielęgnacji twarzy. Należy jednak pamiętać o czyszczeniu ściereczki, trzeba ją delikatnie przepierać, bo inaczej ani nie będzie wygladała zachęcająco ani nie będzie mogła w pełni sprawować swoich funkcji. 





______________
Przybliżę wam skład olejku do demakijażu Biolove, tyle natury w jednym produkcie!


Prunus Amygdalus Dulcis Oil - olej ze słodkich migdałów odżywia skórę, regeneruje ją i zmiękcza. Wzmacnia płaszcz lipidowy skóry i jest zalecany do każdego typu skóry, nawet do alergicznej, suchej, atopowej i skłonnej do podrażnień.

Vitis vinifera Seed Oil - olej z pestek winogron tworzy na skórze warstwę okluzyjną, która zapobiega nadmiernemu odparowywaniu wody, dzięki czemu ma pośrednie działanie nawilżające, zmiękczające i wygładzające.

Ricinus Communis Seed Oil - olejek rycynowy działa przeciwzapalnie, przecibakteryjnie, nawilża skórę, zmiękcza ją i kondycjonuje.

Simmondsia Chinensis Seed Oil - olej jojoba ma działanie łagodzące, zmiękczające, uelastyczniające. Nawilża, odżywia, regeneruje i wzmacnia cement międzykomórkowy skóry. 

Tocopheryl Acetate - octan tokoferylu działa antyoksydacyjnie i zapobiega starzeniu się skóry. Wzmacnia barierę naskórkową, dzieje się tak dzięki wbudowywaniu się w cement międzykomórkowy warstwy rogowej i w struktury lipidowe błon komórkowych. Nawilża skórę pośrednio poprzez zmniejszenie przeznaskórkowego odparowywania wody.

Argania Spinosa Kernel Oil - olej arganowy nawilża, regeneruje, poprawia elastyczność skóry. Działa przeciwzapalnie, łagodzi podrażnienia i działa na skórę antyoksydacyjnie.

Hippophae Rhamnoides Fruit Oil - olej z owoców rokitnika regeneruje, poprawia koloryt skóry i działa antyoksydacyjnie, a ponadto ma właściwości gojące.

Plukenetia Volubilis Seed Oil - olej Sacha Inci jest to orientalny olej o dużej zawartości niezbędnych nienasyconych kwasów tłuszczowych i witaminy E. Wspomaga odbudowę płaszcza lipidowego skóry, dzięki czemu wykazuje doskonałe właściwości nawilżające i ochronne dla skóry. Odżywia, działa antyoksydacyjnie i przeciwdziała starzeniu się skóry.

Sclerocarya Birrea Seed Oil - olej Marula pochodzący z Afryki wykazuje silne właściwości antyoksydacyjne i z powodzeniem zwalcza wolne rodniki. Przeciwdziała starzeniu skóry, poprawia elastyczność i regeneruje skórę. Ma działanie gojące, łagodzące podrażnienia. Nawilża pośrednio poprzez wbudowywanie się w struktury skóry.

Parfum - substancja zapachowa.





A tutaj udajcie się w poszukiwaniu produktów Biolove:
https://kontigo.com.pl/biolove.html






ZACHĘCAM DO PRZECZYTANIA CAŁEGO ARTYKUŁU

poniedziałek, 2 października 2017

Test zestawu kosmetyków od MOIA, KONTIGO i kilka słów o Harrym J Makeup




W połowie września chwaliłam się wam paczką otrzymaną od KONTIGO. Zawartością był zestaw ulepszonej wersji kosmetyków firmy MOIA, wszystkiego jest tyle co na sklepowej półce! 


Poza tym wszystkim czym można stworzyć piękny makijaż, otrzymałam też te dwie perełki, które widać w górnym rogu zdjęcia, olejek i bambusowa ściereczka do demakijażu mojej ukochanej firmy BIOLOVE, ale o tym w innym poście. 

Zestaw zawiera wiele wartych uwagi produktów, więc pora na przedstawienie wam MOIA!

  




Podkład do twarzy HD Moia

Opis produktu: Podkład zapewniający wysoki stopień krycia, jednocześnie nie tworzący efektu maski. Nie obciąża skóry i nie zatyka porów. Doskonale stapia się ze skórą. Daje długotrwały efekt. Polecany dla cery suchej i normalnej.

Czy zgadzam się z opisem? Tak, podkład ma bardzo dobre krycie, przy czym nie wygląda sztucznie. Ładnie trzyma się skóry i nie miałam z nim absolutnie żadnych problemów jeśli chodzi o trwałość.




___________

Korektor w kredce Moia

Opis produktu: Kryjący korektor w kredce. Punktowo maskuje niedoskonałości skóry i przebarwienia. Precyzyjne krycie niedoskonałości i łatwa aplikacja.

Czy zgadzam się z opisem? Krycie korektora jest bardzo dobre, można precyzyjnie zakryć niedoskonałości skóry. Ja akurat nie często zmagam się z wypryskami i tym podobnymi niespodziankami. Niestety bywa, że okresowe dni przynoszą ze sobą problemy, które szyderczo lokują się na mojej twarzy. Korektor w kredce od Moia będzie wtedy zbawienny! 


Tuż obok korektorów w kredce jest jeden z moich faworytów, a mianowicie:


Korektor w płynie Moia

Opis produktu: Korektor rozświetlający. Maskuje niedoskonałości skóry, oznaki zmęczenia, cienie pod oczami i przebarwienia. Aksamitna, płynna konsystencja i idealne krycie.

Czy zgadzam się z opisem? Z pewnością! Przyznam, że za pierwszym razem nałożyłam go za dużo, bo nie spodziewałam się takiego krycia. Dotychczas nie miałam do czynienia z korektorami, które dają efekt wow. Zaaplikowałam taką ilość produktu jaką przeważnie musiałam użyć nakładając mój poprzedni korektor. Chodzi o okolice oczu, gdzie potrzebuję zakryć oznaki zmęczenia i znienawidzone cienie. Okazało się, że produkt jest tak napigmentowany i tak ładnie kryje, że nie miałam co zrobić z ilością produktu, który nawaliłam na skórę. Jestem nim zauroczona, wystarczy odrobina. Nie ma potrzeby nakładać dużej ilości produktu, dzięki czemu moja skóra pod oczami nie staje się obciążona, pozbawiona dopływu tlenu i w konsekwencji jeszcze bardziej zmęczona. Można dać swojej skórze komfort noszenia makijażu. 




___________

Puder matujący Color Balance Moia

Opis producenta: Puder matujący. Nadaje skórze świeży, naturalny wygląd na wiele godzin. Nie tworzy efektu maski. Kolor dopasowuje się do odcienia skóry. Formuła zawiera składniki naturalne i minerały. Posiada filtry UV. Długotrwały efekt nieskazitelnej, matowej skóry.

Czy zgadzam się z opisem? Tak. Pudry matujące od Moia są bardzo przyjemne dla skóry, nie tworzą sztucznego efektu i cera wygląda świeżo. Twarz jest ładnie zmatowiona, a sam produkt polubił się z moją skórą.


Nie będę jednak ukrywać, że to co uwielbiam to pudry ryżowe. Ryżowe produkty do matowienia skóry to ostatnio moja miłość i dlatego z wielką radością przedstawiam wam kolejny produkt!


Puder ryżowy sypki Moia

Opis produktu: Daje efekt idealnie matowej skóry, nie przesuszając jej i nie tworząc efektu maski. Stanowi świetne wykończenie makijażu.

Czy zgadzam się z opisem? Tak, jak najbardziej. Idealnie matowa skóra i delikatnie wyglądające wykończenie makijażu. Jako zabezpieczenie, mamy na słoiczku naklejkę podpowiadającą nam, że dla uniknięcia wysypywania zbyt dużej ilości pudru można zerwać tylko połowę zabezpieczenia. Tak też zrobiłam i to była dobra podpowiedź, więc dziękuję kochana naklejko! Miałaś rację, że tak będzie wygodniej❤





___________

Bronzer Sun Explosion Moia

Opis produktu: Bronzer do twarzy, nadaje efekt skóry muśniętej słońcem. Świetnie nadaje się do konturowania. Nie pozostawia smug. Ułatwia modelowanie rysów twarzy.

Czy zgadzam się z opisem? Tak. Bronzery od Moia pozwalają bardzo fajnie wymodelować twarz. Tu znowu mamy do czynienia z pigmentacją, która wręcz powala. Wystarczy odrobina produktu i można się konturować z powodzeniem. Kolejny produkt, który jest jednym z moich faworytów. 



Tuż obok moich bronzerowych faworytów mamy moich faworytów wśród róży!



Blush Natural Finish Moia

Opis produktu: Róż o jedwabistej konsystencji, nadaje skórze zdrowy koloryt, nie pozostawia smug. Formuła o wyjątkowej trwałości koloru. Podkreśl naturalny koloryt.

Czy zgadzam się z opisem? Tak, jak najbardziej! Ładnie się rozprowadza i nie robi smug. Róż Moia wydobywa naturalne piękno, można osiągnąć efekt zdrowo zaróżowionych policzków. A jeśli ktoś lubi musnąć sobie policzki w stylu rumieńców to dobierając do swojej skóry odpowiedni odcień różu, można uzyskać bardzo delikatny, słodko wyglądający efekt rumianej twarzy. 




___________

Puder rozświetlający Star Dust Moia

Opis produktu: Zawiera mikrocząsteczki pereł, które odbijają i rozpraszają światło, nadając skórze naturalny wygląd. Daje efekt rozświetlenia skóry.

Czy zgadzam się z opisem? Tak. Rozświetlacze, które otrzymałam mają dwa odcienie i powiem szczerze, że pokochałam obydwa. Dają bardzo ładny efekt rozjaśnienia twarzy, dzięki czemu można wydobyć jeszcze więcej piękna. Wychodzi na to, że moimi kolejnymi faworytami są Star Dusty od Moia, ileż już kosmetyków od Moia zostało moimi ulubieńcami!


Ostatnim produktem jest coś co wielu osobom się spodoba, a mianowicie:


Paletka do konturowania na mokro Define&Shine Moia

Opis produktu: Profesjonalny zestaw czterech odcieni do konturowania na mokro: trzy matowe i jeden rozświetlający. Odpowiednio napigmentowana formuła, właściwa nawet dla osób początkujących – łatwo się rozciera i nie robi plam. 

Czy zgadzam się z opisem? Tak. Stawiam pierwsze kroki w konturowaniu na mokro i coś tam stworzyłam tą paletką, więc jestem w stanie zgodzić się, że będzie dobra nawet dla początkujących. Przyznam, że trochę boję się mokrego konturowania. Jest na to spory bum, nie dziwię się, bo można uzyskać niesamowite efekty, ale ja się tego zwyczajnie boję. Może jeszcze parę razy z Contour Palette Moia i wyzbędę się strachu? Oby!  




___________

Kosmetyki od Moia ułatwią wydobyć piękno, decydowanie tak! Założyciel sieci drogerii Kontigo, czyli Harry J Makeup widzi swoje zamiłowanie w wydobywaniu z kobiet tego co najpiękniejsze. Mówi, że każda kobieta jest piękna, jednak nie każda jeszcze to w sobie odkryła. Dzieli się z nami, kobietami swoją pasją jaką jest makijaż i podczas warsztatów w swoich drogeriach pokazuje jak się malować. Myślę też, że skoro poleca nam kosmetyki od Moia to warto mu zaufać! Pst...tak swoją drogą to uwielbiam obserwować Harrego na instagramie, pokazuje tam nie tylko coś co pokocha każda makjażoholiczka, ale także kipi pozytywnym nastawieniem. Uśmiecha się tak często, że nie sposób nie odwzajemniać uśmiechu do instagrama❤



ZACHĘCAM DO PRZECZYTANIA CAŁEGO ARTYKUŁU

poniedziałek, 25 września 2017

Zestawienie tylu kosmetycznych bubli! Aż tylu!





Mój ostatni wpis dotyczył czarnego kremu Carbo Detox, który okazał się kosmetycznym niewypałem. Pomyślałam, że pokażę wam całe pudło kosmetycznych bubli, bo przecież nie każdy kosmetyk wzbudza pozytywne odczucia, a ja lubię dzielić się z wami też tym co się u mnie nie sprawdziło.




Na wstępię zachęcam do zerknięcia do oddzielnego posta o czarnym kremie Carbo Detox z aktywnym węglem od Bielendy, link pod zdjęciem.





Ostatnio pokusiłam się o błyszczyk Wibo Spicy, taki tam specyfik co to niby uwydatnia usta. Zawiera ekstrakt z papryczki chilli, więc powinien działać stymulująco. Spodziewałam się efektu intensywniejszej czerwieni wargowej i może małego "opuchnięcia" ust. Niestety ile bym nie nałożyła tegoż produktu to efekt uwydatnienia ust jest zerowy. Sam błyszczyk też nie wygląda zbyt ładnie. Ma drobinki brokatu, które nie wyglądają korzystanie na ustach. Aby otrzymać efekt, który jest dla mnie choć w połowie satysfakcjonujący muszę nałożyć bardzo dużo produktu, wtedy na ustach robi się efekt tafli. Po nawaleniu mega dużej ilości kosmetyku, tylko miejscami brokat nadal wygląda jakbym umalowała się błyszczykiem z "Bravo girl" prenumerowanego przeze mnie ponad dziesięć lat temu. Szkoda tylko, że przy piciu albo jedzeniu ściera się prawie cały zaaplikowany kosmetyk. 


Dla chcących uzyskać efekt uwydatnienia ust podsyłam posta o innym produkcie:



Płyn micelarny Lirene z morską algą. Miał być ultra nawilżający i odświeżający. Niestety nie dawał takich rezultatów, zamiast tego odczuwałam dyskomfort na skórze. Podrażnienie to może za duże słowo, ale podczas nanoszenia płynu na skórę odczuwałam szczypanie, a po użytkowaniu produktu cera wyglądała brzydko. Połyskiwała i była jakby ściągnięta. Od płynu micelarnego oczekuję delikatnego traktowania mojej skóry, tutaj niestety czekał mnie zawód.




Pomadka z Hebe Full color lipstick marki p2 to totalna katastrofa na ustach. Kupiłam ją już jakiś czas temu, całkiem sporo czasu temu. Szukałam idealnego ciemnego odcienia brązu i Pani w Hebe poleciła mi tą pomadkę. Dopytywałam jak się trzyma i tak dalej i tak dalej. Jej odpowiedzi niestety nie były szczere. Kupiłam pomadkę i szybko pożałowałam, bo wystarczy jakiekolwiek dotknięcie, czy smyrnięcie ust pomalowanych tym produktem i robi się mozaika. 




Węglowe plasterki na wągry Revitale, pic jakich mało. Już publikowałam wyczerpujący post na ich temat, więc poniżej zdjęcia podlinkuję wam posta o tych plastrach, a tym samym o domowym sposobie na wągry. 





Korektor Magic Pen brillance z Lovely. Gdy go kupiłam to nawet byłam zadowolona i poleciłam go jakiejś osobie gdzieś na forum. Wybacz osobo!  Odczuwałam względne zadowolenie dlatego, że w sumie wcześniej nie używałam tak regularnie korektora i pierwsze wrażenia były dość pozytywne. Z tym, że dla uzyskania w miarę satysfakcjonującego efektu trzeba nawalić tego produktu bardzo dużo. Przez to skóra jest obciążona, a sam produkt kończy się w mgnieniu oka. 




Babuszkowe receptury kosmetyczne tak chwalone przez wielu. Mi niestety nie przypadła do gustu wypróbowana maska Babuszki Agafii. Już o niej pisałam, więc pod zdjęciem podlinkuję posta, żeby można było dokładnie zapoznać się z moją recenzją.





Balsam do ust zamknięty w figurce sowy. Opakowanie zdecydowanie działa tu na plus, ale wewnątrz tej słodkiej sówki jest coś przypominającego rozcieńczoną wazelinę o paskudnym zapachu. Dlaczego mówię, że ma konsystencję rozcieńczonej wazeliny? Nie dlatego, że coś tam się rozwarstwia. Nic takiego się nie dzieje, ale produkt jest jakby mniej stały niż wazelina, nie działa to na korzyść, bo rozłazi się wokół ust i nie bardzo trzyma się miejsca, gdzie został zaaplikowany. Jedyny plus jest taki, że nawet po umyciu ust, zostaje na nich taka ledwie wyczuwalna tłusta warstwa, która z pewnością chroni usta przed odparowywaniem z nich wody i tym samym przed wysuszeniem. No niech będzie, to nie jedyny plus, bo tak jak wspominałam wygląd opakowania bardzo mi się podoba.





Maseczka aloesowa od Perfekty. Zarówno ta maseczka, jak i pozostałe z tej serii są według mnie beznadziejne. Moja cera jest po nich jakby wysmarowana czymś paskudnym, świeci się i wygląda jakbym ostatni peeling robiła rok temu. Skóra wygląda po prostu niezdrowo.




Lubię suche szampony, bo dzięki nim można uzyskać fajny efekt na włosach, ale opiszę wam to już innym razem. Teraz skupię się na jednym z nieudanych zakupów kosmetycznych jakim jest suchy szampon got2b od Schwarzkopf. Jest to produkt przeznaczony do brązowych włosów, ładnie pachnie i spełnia swoją funkcję, ale ma jedną okropną wadę. Produkt jest w brązowym kolorze i barwi włosy. Można by powiedzieć, że jest to ciekawa alternatywa dla osób chcących zmniejszyć widoczność odrostów, ale ja jestem zniesmaczona tym co zostaje na włosach. Wystarczy przesunąć ręką po kosmykach i ręka nadaje się tylko do umycia. Nie wyobrażam sobie założyć czapkę lub położyć głowę na ulubionej poduszce. Zużyłam tego suchego szamponu niewiele, bo po zaaplikowaniu go czuję sie zwyczajnie brudna.




Dla osób zainteresowanych recenzją bubla kosmetycznego w postaci maski do włosów podlinkuję jeszcze jeden post:











ZACHĘCAM DO PRZECZYTANIA CAŁEGO ARTYKUŁU