niedziela, 25 grudnia 2016

Czy warto robić postanowienia noworoczne?


Nieubłaganie zbliża się wyczekiwany przez wielu Sylwester i tym samym Nowy Rok. Zapewne nie jedna osoba podsumuje swoje poprzednie dwanaście miesięcy na podstawie postawionych sobie przed rokiem celów. Cieszyć będą się szczęściarze, którym udało się zrealizować chociaż część tego co zaplanowali. Gorzej z osobami, które porzuciły swoje cele zaraz po rozpoczęciu dążenia do ich osiągnięcia i z moich obserwacji wynika, że większość osób należy właśnie do tego niechlubnego kręgu.


Okazuje się, że postanowień jest dużo, a sukcesów mało. Zabawne jest, że najczęściej to osoby z mnóstwem punktów wypisanych na swojej liście, porzucają swoje starania najszybciej i już do nich nie wracają. Tylko po co jak co roku robić kolejną, ciągnącą się w nieskończoność listę? Tym sposobem tylko zaplątuje się taki nieszczęśnik w planach zrobienia cudów ze swoim życiem.


Jednakże nie jest tak, że neguję robienie postanowień na nadchodzący rok. Dobrze zaszczepić w sobie chęć zmiany czegoś na lepsze, ale moim zdaniem są warunki, które wspomniany spis cudów musi spełnić. Dopiero wtedy postanowienia noworoczne mogą naprawdę zostać zaaplikowane w nasz krwiobieg niczym szczepionka przeciwko zrezygnowaniu z niejednokrotnie ciężkiej drogi prowadzącej do postawionego sobie celu. 


Ważne, żeby plan zmiany danego aspektu naszego życia był możliwy do spełnienia i dobrze by było mieć pewność, że chce się to osiągnąć. Biorąc pod uwagę te zasady, lista pewnie stanie się krótsza. Wtedy łatwiej osiągnąć każdy punkt znajdujący się na niej. Mniejsza ilość wypunktowań sprawia, że cele stają się czymś ważniejszym niż tylko jednym z ogromu wersów, upchniętym między zrzuceniem paru kilogramów, a podcięciem włosów. 



Postanowień niech będzie mniej, ale niech będą to tylko te ważne!


 Wetknięcie istotnych spraw wśród bzdur, niestety stawia je na podobnej płaszczyźnie i może stać się tak, że zaczniemy postrzegać je właśnie tak jak te błahostki-można je sobie spełnić, ale nie trzeba. Po co w takim razie robić spis cudów życiowych? 

Stawiajcie sobie cele, jak najbardziej, ale z głową. Tak, żeby podczas otwierania szampana za rok można było wznieść toast za zmianę swojego życia na lepsze! 










Lampki w kształcie gwiazdek i długopis imitujący strzykawkę są z:


Na zdjęciach nie da się ująć magii tych lampek, ale wierzcie mi na słowo, tworzą niesamowity nastrój dzięki temu, że migają i zmieniają kolory. Co jak co, ale migające gwiazdki bardzo przypadły mi do gustu:

Pisząca strzykawka jest dość kontrowersyjna. U mnie na blogu pewnie jeszcze niejednokrotnie posłuży jako rekwizyt:

Moja zniżka do wykorzystania dla was na zakupy w powyższym sklepie internetowym:
WWNT10








, -kliknij nazwę kategorii w celu wyświetlenia wszystkich przypisanych do niej wpisów
ZACHĘCAM DO PRZECZYTANIA CAŁEGO ARTYKUŁU

piątek, 9 grudnia 2016

Domowe peelingi do ust, mniam!


Od jakiegoś czasu duże grono kobiet potrzebuje wzmożonej pielęgnacji ust. Dzieje się tak ze względu na makijażowe trendy, które ostatnio opanowały świat. Chodzi oczywiście o szał na matowe pomadki. W przeciwieństwie do tych połyskujących, nie nawilżają ust ani trochę. Często nawet je przesuszają. 

Dla kobiet stosujących maty i dla tych, które z jakichkolwiek powodów uskarżają się na spierzchnięte usta, drapiące przy całowaniu odstające skórki i tym podobne symptomy przesuszonych ust-mam pomysł na kilka DIY PEELINGÓW!

Każdy z tych peelingów zrobimy z dostępnych nam w kuchni produktów, jeden będzie nieco inny, ale z kolei narzędzie do jego wykonania znajdziemy w łazience.






PEELING Z CUKRU I MIODU
Już z nagłówka można wywnioskować co będzie nam potrzebne do wykonania kosmetyku. A więc do dzieła! Wystarczy zmieszać niewielkie ilości tych dwóch składników i nabrać mieszankę na palec, po czym delikatnie, okrężnymi ruchami masować usta. 

Dodatek miodu w tej recepturze wpłynie także na odżywienie skóry. Miód ma zbawienny wpływ na suche i spierzchnięte usta. Dodatkowo posiada witaminy, które przeciwdziałają starzeniu się komórek. Inna zaleta to działanie kojące usta, które przecież tak nieprzyjemnie podszczypują przy przesuszeniu.

Po zabiegu peeling można zmyć. Można też pozostawić go na ustach na jakiś czas, żeby składniki odżywcze jeszcze lepiej spełniły swoje funkcje, ale można go równie dobrze zjeść, nie ma przeciwwskazań!


PEELING Z CUKRU WANILIOWEGO I MIODU
Tutaj postępujemy tak samo jak przy poprzednim peelingu. Jedyna różnica jest taka, że cukier waniliowy jest smaczniejszy, to alternatywa dla zwykłego cukru zastosowanego w poprzednim przepisie. Tutaj również możemy się cieszyć dobroczynnymi właściwościami miodu, które opisałam przy poprzednim przepisie.


PEELING Z CUKRU I OLIWY Z OLIWEK
Należy wykonać go podobnie jak dwa poprzednie, tylko jedna uwaga z mojej strony. Z oliwą trzeba być ostrożnym! Jest to rzadsza substancja niż miód, więc jej ilość musi być wyważona. Nikt by chyba nie chciał, żeby oliwy było w nadmiarze i żeby spływała z ust. 

Dodatek oliwy z oliwek to również bardzo celny wybór. Bardzo dobrze nawilży i odżywi usta. Działa również zmiękczająco i wygładzająco, co w dużym stopniu poprawi wygląd warg.






PEELING ROBIONY SZCZOTECZKĄ DO ZĘBÓW I SUBSTANCJĄ POMOCNICZĄ
Potrzebna nam miękka szczoteczka, którą będziemy wykonywać peeling. Wystarczy nałożyć na usta jedną z substancji pomocniczych:
-wazelinę,
-oliwę z oliwek,
-tłusty krem,
-maść z witaminą A,
-miód.

Następnym krokiem będzie delikatne przyłożenie szczoteczki do wargi i masowanie ust okrężnymi ruchami. I tak fragment po fragmencie.



Ważne! Jako przeciwwskazania do wykonywania takich zabiegów należy uwzględnić opryszczkę wargową i rany na ustach. 





Dzisiaj to by było na tyle, bywajcie. 
PEACE&LOVE

-kliknij nazwę kategorii w celu wyświetlenia wszystkich przypisanych do niej wpisów
ZACHĘCAM DO PRZECZYTANIA CAŁEGO ARTYKUŁU