niedziela, 4 października 2015

Na stole operacyjnym bez uśpienia, dobra decyzja!


Witam, chciałabym podzielić się z wami moimi ostatnimi przeżyciami. Pozwolę sobie zrobić dość długi wpis, dlatego, że mam wam do opowiedzenia okres prawie miesiąca;>

Na początek dam wam zdjęcie mojego wroga z którym próbuję się zaprzyjaźnić, akurat jestem świeżo po dzisiejszym zastrzyku, więc moja chęć pokazania wam go na samym początku jest nieodparta! 



A teraz do rzeczy!

11 wrzesień wlicza się do nielubianych przeze mnie dat. Kolano nagle zaczęło boleć, stało się kolosalnych rozmiarów, ale dlaczego?

Ortopeda zrobił mi punkcję, w kolanie była krew-aż 55 ml. Nie był to przyjemny zabieg, ale po wszystkim byłam szczęśliwa z powodu powrotu kolana do prawie normalnych rozmiarów. Niestety następnego dnia powtórka, miałam wizytę na pogotowiu i znowu punkcję. Tym razem 40 ml płynu ściągnięto mi z kolana. 

Zrobiono mi szpitalfashion na nodze, żeby ją trochę usztywnić;D


Musiałam przykładać lód w okolice kolana. Zalecono mi to, aby pozamykać naczynka i tym samym zatamować krwawienie wewnątrz kolana.


Krew znowu się zebrała, zostałam skierowana do szpitala na artroskopię. W szpitalu leżałam łącznie tydzień. Wszystko trwało tak długo, bo oddział przepełniony. Przepisy są tak chore, że chyba bardziej niż chorzy są pacjenci szpitala. Pomyślcie nad sytuacją, gdy jeden szpital w mieście jest przepełniony, podczas gdy w drugim są puste łóżka. Wszystko dlatego, że pod ten szpital podlega większy rejon i nie można od tak iść do szpitala, który ma sporo miejsc, bo nie podlega się pod wyznaczony mu rejon. Trzeba czekać w kolejkach.

Samą artroskopię wspominam super! Miałam znieczulenie podpajęczynówkowe, do tego tabletkę na uspokojenie. Postanowiłam, że nie chcę być nieprzytomna i bardzo cieszę się z tej decyzji. 

Jadąc na salę operacyjną ja i jakaś pielęgniarką/asystentka czy ktoś pełniący jakąś inną funkcję zmagałyśmy się z wyjęciem mi kolczyka z pępka-jak na złość nie chciał się wykręcić i we dwie go męczyłyśmy;D

Na sali jeszcze pogadałam z inną bądź tą samą pielęgniarką o moim makijażu permanentnym, wszystko na totalnym luzie. Ta śmieszna tabletka, którą dostałam na uspokojenie zdziałała cuda! 

Podczas artroskopii patrzyłam sobie w monitor na którym było widać co robią mi w kolanie, oglądałam to z takim zaciekawieniem jakby to był film roku, nominowany do Oscara! Aż przypomniał mi się Leonardo DiCarpio, dlaczego jeszcze nie dostał Oscara? Ale mniejsza o to.

Widziałam jak zostaje mi wyciągnięty z kolana winny wszystkiemu fragment chrząstki, był odłamany od swojego pierwotnego miejsca. Robiono mi też parę innych rzeczy-odsysano mi coś, ogarniano ten fragment kości od którego odpadła chrząstka po to, żeby krew już się nie sączyła. Słyszłam jakieś terminy lekarskie, które poniekąd naświetlały mi sprawę co aktualnie dzieje się w moim kolanie. 

Po artroskopii pogadałam chwilę z lekarzem, który jeszcze przed chwilą grzebał mi w kolanie. Pokazał mi ten fragment chrząstki skupiając moją uwagę na powierzchni, która była odłamana, poharatana. Stwierdził, że po przyjrzeniu się, można wnioskować, że kontuzja jest stara. Jeszcze wspomniał, że musiał pozbyć się z kolana czegoś-powiedział mi jakąś profesjonalną nazwę. Nie wiedziałam czy chodzi o to co widziałam-o to co było odsysane z mojego kolana. Musiałam zrobić głupią minę jak posłużył się terminem lekarskim, więc wytłumaczył mi, że chodzi o te fafrocle, które zabierał mi z kolana kilkakrotnie podczas zabiegu. To już nie pozostawiało mi wątpliwości, że chodzi mu o to o co i mi chodzi, fafrocle;D

Odrazu zapytałam ile muszę chodzić o kulach i o wszystko co mnie na tamtą chwilę interesowało.

Gehenna zaczęła się dopiero na sali pooperacyjnej, gdy znieczulenie i śmieszna tabletka przestawały działać. Nie chcę wam truć o tych przejściach, uwierzcie mi na słowo-to była gehenna.

Podczas pobytu w szpitalu sporo osób o mnie dbało-zarówno o smakołyki dla mnie, jak i o rozrywkę. Czasopisma i krzyżówki zajęły mi trochę szpitalnego czasu. Krzyżówek wystarczy mi nawet na nudne wykłady na cały rok akademicki;D

Dostałam nawet misia od przyjaciółki!


Od poniedziałku jestem już w domu, codziennie ćwiczę nogę i zmagam się z chodzeniem o kulach. Do tego przez dziesięć wieczorów muszę robić sobie w brzuch wspomniane na samym początku zastrzyki przeciwzakrzepowe. To wymaga ode mnie dużego zdeterminowania, bo panicznie boję się zastrzyków! 



To wszystko opóźniło mój wyjazd do wymarzonej kawalerki, a mój rok akademicki niestety jeszcze się nie zaczął. Dziwnie mi to mówić, ale ja już chcę na wykłady! 







Please check out my friend's blog http://www.theperformanceleader.com/ , thanks!
Sprawdź proszę mojego zaprzyjaźnionego bloga http://www.theperformanceleader.com/ , dzieny!
-kliknij nazwę kategorii w celu wyświetlenia wszystkich przypisanych do niej wpisów

38 komentarzy :

  1. Nie tylko ty boisz się zastrzyków. Mam tak samo.
    Życzę ci dużo zdrowia. Nie chciałabym być na twoim miejscu, bo jednak wybrałabym uśpienie na tę parę chwil bo bym nie wytrzymała.
    Fajny miś :)

    Mój kawałek internetu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miś był dla mnie bardzo pocieszny w tym okresie szpitalnym, zresztą dalej taki jest;D

      Usuń
  2. O matko, współczuję ci! Nienawidzę zastrzyków, tfu!
    Ja w wakacje leżałam w szpitalu i również niezbyt dobrze to wspominam - miałam robioną gastroskopię. Jakby ktoś nie wiedział, wsadzają rurkę z kamerką do gardła i oglądają żołądek. W ogóle to leżałam na dziecięcym, bo było nas tak mało, że oddział dzieci starszych był zamknięty. A potem zaczęło strasznie przybywać dzieci i przesunęli mi wypis o dzień, dwa, może trzy. Teoretycznie to dobrze, ale nie nastawiałam się na wypis i nie miałam nawet torby, żeby się spakować. Użyłam więc reklamówek i z tymi czterema torbami siedziałam na korytarzu ponad godzinę, ponieważ odebrać mnie mieli rodzice o 16, a kazali mi wyjść z sali już o 13 i wsadzili szybko kogoś na moje miejsce od razu po małym sprzątnięciu. Na szczęście moja babcia mieszka niedaleko i jeszcze jest pielęgniarką na innym oddziale i skróciła moje czekanie. I w ogóle, także dostałam misia od przyjaciółki!

    https://wkrypcie.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też miałaś nie fajny zabieg, w dodatku ta historia z wypisem. Też Ci współczuję:C

      Na pocieszenie powiem Ci, że ja na przyjęcie czekałam od dziewiątej do czternastej, też z tobołami, ze sztywną nogą na tych niewygodnych krzesłach;D

      Już nie wspomnę o tym, że byłam już bliska położenia się na szpitalne łóżko, a tu nagle okazuje się, że jest zepsute. Próbowali je naprawić, ale nie udało im się to. Leżałam na uszkodzonym co przysparzało mi wielu niedogodności.

      Usuń
  3. Też boję się zastrzyków. Nie chcący lekarze dali mi za mało narkozy i obudziłam się za wcześnie, kiedy oni kończyli szycie brzucha. Miałam zabieg wyrostka. Miałam w tedy 8 lat. Krzyczałam: "UMIEEERAM!", a lekarz tylko mówił: "Dziecko drogie. Nie tak łatwo umrzeć", a następnie darłam się na niego, za "zniewagę młodych pacjentów". xD Życzę szybkiego powrotu do zdrowia! Zapraszam do mnie!
    http://bez-tabu-bez-tajemnic-bez-ogrodek.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo współczuję, że obudziłaś się w trakcie. Jako dziecko musiałaś przeżyć wtedy traumę:o

      Ale przyznam, że Twoja reakcja na tą sytuację była bardzo zabawna, niby nie powinnam się śmiać z takich sytuacji, ale Twoja reakcja była mega zabawna;D

      Usuń
  4. Bardzo Ci współczuję kochana:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzieny kochana, najważniejsze jest to, że jest z tą nogą coraz lepiej;>

      Usuń
  5. Wracaj do zdrowia :) Poprzednie wakacje prawie non stop byłam pacjentem w szpitalu to samo 2 lata temu, w tym roku na szczęście przyszło mi być tylko gościem, chociaż wolałabym już omijać szpitale. Przepisy w szpitalach to jaja, byłam ostatnio u lekarki na testach na alergię, bo stwierdziła, że mój poprzedni lekarz, który jest na emeryturze kłamał i nie mam na nic alergii - zamiast tego mam iść do gastrologa po raz setny albo leczyć się na łeb. Zrobiła mi testy gdzie jeszcze rano brałam leki na alergię (musi być minimum 2 tyg przerwy) a jak czekałam z tymi odczynnikami na rękach to się żaliła pingwinowi tzn. babce, która za nią wszystko robi, że co ona ma zrobić w domu jak skończy pracę o 13 no nic nie zrobi, ani to ugotować ani to posprzątać. Myślałam, że łopatę wezmę i jej przywalę. Tego samego dnia zawieźli mnie do innego lekarza - nie robił nawet testów, tylko sprawdził jadłospis i się okazało, że jeszcze trochę z taką dietą i wstrząs anafilaktyczny gwarantowany. Tak więc po tym przeżyciu polecam chodzić tylko do sprawdzonych osób, bo to jakiś żart czasem z tą naszą służbą zdrowia. Trzymaj się i zdrowiej szybko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję kochana;>

      Komentując Twoje przejścia to najbardziej zdziwiło mnie chyba to, że nie przestrzegała zasady tych dwóch tygodni przerwy tylko zrobiła testy tego samego dnia którego brałaś leki. Ona chyba nie była na tyle nieogarnięta, że oczekiwała wyników określających prawdziwy stan rzeczy? Nie możliwe, żeby wierzyła w cud, że wyniki wyjdą takie jak powinny. Zwyczajnie miała to gdzieś i zrobiła byle zrobić i odhaczyć Cię jako przyjętą pacjentkę, szkoda słów na takie podejście do pacjenta.

      Usuń
  6. Auć, no to ci się przytrafiło... Współczuję bardzo, najgorsze chyba teraz te kule... Nie dziwię ci się, że tak chcesz wracać na wykłady. Sama bym tego chciała. Szybko wracaj do zdrowia, mam nadzieję, że kule już niedługo całkowicie znikną z twojego życia!

    faiithfully lifestyle

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mam taką nadzieję kochana, czasem udaje mi się chodzić o jednej kuli co jest ogromnym sukcesem, bo potrafię wtedy sobie coś przenieść między pokojami i zaczynam sobie radzić z czynnościami z którymi jeszcze niedawno sobie nie radziłam;>

      Dziękuję kochana muaa;*

      Usuń
  7. oh hon sorry to learn about your ordeal, I wish you speedy recovery!

    OdpowiedzUsuń
  8. Zdrówka!Zdrówka i jeszcze raz zdrówka :) I szczere wyrazy współczucia, bo nie znoszę lekarzy, szpitali, zastrzyków itp. Staram się nie mieć z tym nic do czynienia i na razie mi się to udaje ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci kochana, a tak swoją drogą to całe szczęście, że udaje Ci się trzymać z daleka od tego wszystkiego, oby tak dalej! ;>

      Usuń
  9. Współczuję tej krwi w nodze i życzę powrotu do zdrowia :)

    Zapraszam do siebie,
    http://zwykladziewczynazmarzeniami.blogspot.be

    OdpowiedzUsuń
  10. Odpowiedzi
    1. Oby, oby i żeby jak najszybciej się to ustabilizowało;>

      Usuń
  11. Dużo zdrowia życzę :)
    Zapraszam:
    http://wiki-blog12.blogspot.com/2015/09/every-day-is-good-day.html

    OdpowiedzUsuń
  12. No to sporo przeżyłaś... Ja miałam mieć zabieg na serce... Całe szczęście okazało się, że nie jest potrzebny...
    Wracaj szybko do zdrowia, wyrzuć kule i biegnij na wykłady! :)

    http://magdalenblog.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję kochana! ;>

      Jejku, zabieg na serce to już poważna sprawa. Dobrze, że jednak nie jest to konieczne. Trzymam kciuki, żeby wszystko było dobrze!

      Usuń
  13. Szczerze współczuję ;< sama miałam problem z kolanem, po zerwaniu ścięgna, wiem, to całkowicie inna kontuzja, ale jednak ból to ból . Trzymaj się :) Powodzenia :))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję kochana! Zerwane ścięgna też są bardzo bolesne z tego co słyszałam, więc także współczuję tych przejść:C

      Usuń
  14. Bardzo Ci współczuję! Mam nadzieję, że jest już lepiej, bo minął ponad miesiąc :)

    http://neverstopdreaminggg.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lepiej, lepiej kochana;>

      Jednakże okazuje się, że czeka mnie rehabilitacja na którą trzeba czekać i czekać.

      Usuń
  15. Fajnie się czytało taki post. Fajnie by było zobaczyć taką operacje jak ty widziałaś swoją :)
    pytałaś o obserwacje, ja już :)

    zapraszam http://by-paolka.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznam, że obserwowanie poczynań lekarzy jest dość ciekawe, ale lepiej wtedy nie leżeć na stole operacyjnym;>

      Usuń